ROZDZIAŁ 3.
Świst pasa przecinającego z rozmachem powietrze sprawił, że zadrżała.
Modliła się. Nie prosiła Boga jednak o to, by jej nie bił. Wiedziała, że
to nic nie da. Modliła się o to, żeby nie krzyczeć. Za nic w świecie
nie dałaby mu tej satysfakcji. Samo już zadawanie bólu podniecało go, a
krzyki sprawiały, że był bliski euforii.
Zacisnęła z całej siły zęby przygotowując się na to, co było
nieuchronne. Kiedy pas wylądował na jej nagich plecach nie wydała
najcichszego choćby dźwięku. Tylko ciało zareagowało instynktownie,
bezwiednie podrywając się do góry, gdy za pomocą kawałka skóry po raz
kolejny pozbawiał dziewczynę człowieczeństwa. Chwycił ją za włosy, pełna
garść brązowych kosmyków spadła na brudną od krwi podłogę. Głównie
dlatego nie pozwalał jej ich ścinać. Łatwiej było mu zadawać cierpienie i
potęgować dodatkowo agonię, wyrywając je razem z cebulkami.
Zobaczyła gwiazdy. W głowie wybuchały jej coraz to nowe fajerwerki bólu.
Nazywała się Magda Skalska, a człowiek, który ją torturował był jej własnym ojcem.
Po kilkunastu uderzeniach zbrzydło mu się najwidoczniej machanie pasem.
Usłyszała chrzęst zapinanej klamry, ale nadal bała się głębiej
odetchnąć.
-Wypierdalaj stąd!-krzyknął i dla podkreślenia tych słów kopnął ją w kręgosłup. Kiedy się zachwiała, kopnął jeszcze raz.
-Nie słyszałaś co powiedziałem?! Wypierdalaj! Taka mała dziwka jak ty
nadaje się tylko do bicia. No i może do...paru innych rzeczy. Kochasz
tatusia, prawda? No pokaż tatusiowi jak bardzo go kochasz!-przyciągnął
ją do siebie i klepnął w pośladek.
Wyrwała mu się i w pośpiechu zebrała ubranie leżące na podłodze. Odprowadzał ją jego głośny śmiech.
Dopiero za drzwiami Magda dała upust swoim emocjom. Płakała tak długo aż
zabrakło jej łez i poczuła się pusta w środku. Może rzeczywiście jestem
zerem?-pytała samą siebie. Za co los tak straszliwie ją pokarał?
Plecy paliły żywym ogniem. Czuła spływającą po nich ciepłymi strużkami
krew. Teraz nie mogła nic z tym zrobić. Dopóki ojciec był względnie
trzeźwy muriała pozostać w pokoju. Podparła klamkę krzesłem, ale miała
świadomość, że kiedy on zechce tu wejść, nic mu nie przeszkodzi.
Szaleństwo dodawało sił.
Ojciec bił Magdę odkąd tylko pamiętała. Matka porzuciła ją zaraz po urodzeniu.
Nie znała innego życia.
Spędziła kilka godzin na wpatrywaniu się w okno. Dobiegający z
sąsiedniego pomieszczenia rumor powoli stawał się coraz słabiej
słyszalny, aż w końcu ucichł zupełnie.
Podjęła decyzję-musi uciec. Teraz albo nigdy. Wiedziała, że dłużej nie
zniesie takiego życia, że jeszcze kilka tygodni z nim spowodują to, że
nie wytrzyma i w końcu się zabije. Chciała dać sobie szansę. Nikłą, ale
zawsze jednak istniał cień nadziei na lepszy los.
Na palcach wyszła z pokoju i zerknęła do sypialni ojca. Leżał rozwalony
na łóżku, a jego wydatny brzuch unosił się i opadał w regularnym
oddechu. Chrapał.
Właśnie to chrapanie powiedziało Magdzie, że przez kilkanaście godzin
jest bezpieczna. Była dopiero osiemnasta, a po takiej ilości wódki, jaką
w siebie wlał, będzie spał do rana.
Miała szczęście.
Tym razem zostawił portfel na wierzchu. Nie spodziewała się, że ujrzy
tam nie wiadomo jaką kwotę, ale w duchu liczyła, iż na bilet wystarczy.
Przetarła ze zdumieniem oczy, kiedy zobaczyła dwa nowiutkie stuzłotowe
banknoty. Pewnie znowu okradł jakąś babcię, pomyślała Magda. Chuchnęła
na pieniądze i wsunęła je do kieszeni dżinsów.
Były jej biletem do wolności.
W łazience obmyła plecy zimną wodą, krzywiąc się co chwilę z bólu.
Wyglądały okropnie. Czerwone pręgi widniały na skórze od łopatek aż po
pośladki. Już nie krwawiły. Z niektórych tylko sączyła się ropa.
Magda wspięła się na palce i namacała ukrytą za lustrem tubkę z maścią
przyspieszającą gojenie ran. Zwędziła ją któregoś razu w aptece i od
tego czasu wiele razy jej się przydała.
Zaciskając zęby delikatnie posmarowała plecy i starannie zakręciła
tubkę. Do rana było dużo czasu, ale wiedziała, że musi się spieszyć.
Gdy ojciec się obudzi i zobaczy, że Magdy nie ma, zacznie jej szukać.
Kiedy chciał potrafił bardzo skutecznie dążyć do celu, dlatego wolała
być wtedy daleko stąd.
Ubrała cienką bluzeczkę i poszła do swojego pokoju. Spod łóżka
wyciągnęła ukryty tam wcześniej plecak. Musiała dorzucić do niego kilka
rzeczy. Ogołociła do cna lodówkę i wszystkie szafki. Nie ma tego wiele,
ale na jakiś czas wystarczy, pomyślała. Już miała wychodzić, kiedy
zauważyła leżący na kuchennym parapecie telefon.
-Ty idioto-mruknęła. -Znowu dzwoniłeś do burdelu i nie schowałeś komórki-uśmiechnęła się. -Twoja strata, mój zysk.
Założyła plecak i po raz ostatni spojrzała na śpiącego ojca.
-Pa, tatuśku. Obyś zdechł-rzuciła na odchodnym i już jej nie było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz